Jeśli chodzi o bilety, to zapłaciliśmy za wstęp do Knossos po 15 EUR za dorosłą osobę, czyli 30 EUR i po 4 EUR za wejście na Fortecę w Rethymno, czyli 8 EUR. No. Tak więc podsumowując koszty naszego 3-dniowego zwiedzania Krety na własną rękę: Wynajęcie samochodu –> 200 EUR. Paliwo –> 80 EUR.
Przytulne Miejsce Piknikowe. "Niedaleko stąd można usłyszeć odgłosy kuźni". Przytulne Miejsce Piknikowe — sekretna lokalizacja w Star Stable Online. Znajduje się na wzgórzu, nad kuźnią Moorland .
Ciekawe miejsca do zdjec w Polsce i nie tylko. 101 likes. Strona stworzona dla fotografow, zarowno amatorow jak i profesjonalistow. Polecajcie ciekawe plenery, studia, cokolwiek wartego uwagi. Bardzo
Ciekawe miejsca na Santorini. Pierwszą z nich jest Nea Kameni, mała wysepka, na której można przejść się po kraterze wulkanu, który do niedawna był jeszcze czynny (ostatnią aktywność odnotowano w 1950 roku). Ziejący z niego dym i specyficzny zapach siarki, na pewno na długo pozostaną w pamięci po takiej wycieczce.
17 tanich hoteli w Santorini z 6129 opiniami klientów. Zobacz wszystkie hotele w Santorini na mapie miasta. Zarezerwuj hotele w Santorini po atrakcyjnej cenie z hostelworld.com. Oglądaj filmy o hotelach w Santorini.
lirik maula ya sholli wasallim daiman abada nurul musthofa. Pomysły Na weekend w Europie Santorini – perełka Grecji. Co trzeba koniecznie zobaczyć na wyspie w dwa dni? Santorini (Thira) to jedna z 33 zamieszkałych wysp Archipelagu Cyklad – najsłynniejszego i najbardziej malowniczego archipelgu Morza Egejskiego. Przed tysiącami lat wyspa była okrągłym kawałkiem lądu z wulkanem pośrodku. Około XV w. wulkan wybuchł niszcząc cywilizację minojską, po czym zapadł się pod wodę wraz z znaczną częścią lądu i zamilkł. Nie zamilkł on jednak na zawsze, wciąż jest aktywny, ostatnia erupcja miała miejsce w 1951 roku. Na Santorini najlepiej udać się z Krety. I niekoniecznie na jednodniową wycieczkę fakultatywną. Proponujemy samodzielnie zaplanować pobyt przynajmniej na 2 dni. Wtedy zdążycie zobaczyć wszystko co najważniejsze. Taka mapa Santorini wita nas w biurze turystycznym w przystani promów / GDZIE SPAĆ? Porównaj najtańsze noclegi na Santorini | Zarezerwuj hotel na Santorini Niektórzy twierdzą, że Santorini jest fragmentem zatopionego legendarnego lądu- Atlandyty. Wyspa Santorini z jej bajkowym krajobrazem bardzo często przedstawiana jest na folderach zachęcających turystów do przybycia w te strony. Niejednemu kojarzy się z rajem na ziemi, jest symbolem luksusowych wczasów. Każdemu kto wybierze się na wyspę radzimy by wziął ze sobą okulary przeciwsłoneczne, bo słońce odbijające się od śnieżnobiałych domów wiszących na stromych klifach razi tak mocno, że uniemożliwia podziwianie przepięknych krajobrazów. A co warto zobaczyć na tej legendarnej już wyspie? Gdzie pojechać, by poznać ją w pełni? Przeczytajcie sami. ZACHÓD SŁOŃCA W OI: Wioska położona na szczycie klifu jest jedną z najbardziej znanych na wyspie. Wąskie uliczki, kręte schodki, kościółki z kopułami, wiatraki, mnóstwo galerii artystycznych, skąpane w słońcu werandy tradycyjnie bielonych co roku domów to właśnie Oia. Moment kiedy słońce nad kalderą przybiera czerwonawego koloru jest momentem na który czekają wszyscy przybywający do miasteczka turyści. Niesamowita gra czerwono pomarańczowego światła odbijającego się od białych zabudowań miasteczka Oia robi niesamowite wrażenie. Problem jest tylko jeden: trudno jest znaleźć „wolne” miejsce na podziwianie tego cudu natury, który odbywa się tam co dzień i przecisnąć się przez tłumy turystów chcących uwiecznić tą chwilę na zdjęciach WĄSKIE ULICZKI FIRY: Stolica wyspy zachwyca wszystkich, którzy tu przybędą. Białe domki zdają się wisieć na czarno czerwonym urwisku, kręte schodki i wąskie uliczki okolone małymi sklepikami z pamiątkami, pracowniami jubilerskimi i galeriami sztuki wiją się pomiędzy nimi nadając miejscu niesamowity klimat. Z białego miasteczka rozpościera się niepowtarzalny widok na morze i skąpaną w słońcu kalderę. U stóp Firy leży malutki port, gdzie cumują jachty i statki wycieczkowe. Turyści mogą dostać się na szczyt klifu, na którym znajduje się miasteczko pieszo, na grzbiecie osiołka lub kolejką linową. Miejsce naprawdę bajkowe! STAROŻYTNA THIRA I CZARNA PLAŻA: Założona przez Dorów w IX w na zboczu góry Mesa Vouno (dostaniemy się tam z kurortów Kamari albo Perissa). Dzisiaj zobaczyć tam można zabytki z okresu hellenistycznego, rzymskiego i bizantyjskiego: agorę, gimnazjon, teatr, świątynie i pozostałości domów z mozaikowymi podłogami i murów obronnych. Z terenu wykopalisk archeologicznych można podziwiać cudowny krajobraz wybrzeża i morza. Udając się do antycznej Thiry możemy wstąpić na krótki odpoczynek na plażę z czarnym, wulkanicznym piaskiem, nazwanej tak samo jak znany kurort Perissa. AKROTIRI: Minojskie miasto, które uległo zniszczeniu podczas wybuchu wulkanu w XVII w Pod grubą warstwą wulkanicznego popiołu archeolodzy odnaleźli pozostałości antycznych domostw ze spektakularnymi, kolorowymi freskami prezentującymi życie codzienne mieszkańców. CZERWONA I BIAŁA PLAŻA: Znajdują się na południowym wybrzeżu niedaleko stanowiska archeologicznego Akrotiri. Czerwona zwana Kokkini Ammos oraz biała Lefki Ammos. Ta pierwsza zachwyca czerwonymi klifami, które ją otaczają także licznymi czerwonymi kamieniami, które oblewane są przez krystalicznie czystą wodę. Druga natomiast otoczona jest białymi klifami i jest dużo spokojniejsza i mniej zatłoczona od czerwonej plaży. NEA KAMENI: To malutka niemal okrągła wysepka, która powstała na skutek działalności zalanego wodą wulkanu. Można się na nią udać z portów Athinios, Ammoudi i Skala Firas. Licznych turystów przyciąga wciąż aktywnym, dymiącym kraterem do którego można się dostać pieszo, pod warunkiem posiadania odpowiedniego obuwia chroniącego przed gorącym podłożem. WYCIECZKA WINNYM SZLAKIEM: Santorini słynie z produkcji smacznego białego wina (vinsanto w wersji wytrawnej i deserowej). Winnice na wulkanicznym podłożu rodzą jedyne w swoim rodzaju winogrona przeznaczone do produkcji tego wspaniałego trunku. Będąc na wyspie, warto jest się udać na wycieczkę po winnicach połączonej z degustacją. Cena takiej wycieczki jest dość duża (około 80€ od osoby, za 4 godzinną wycieczkę) ale wrażenia (zwłaszcza smakowe) niezapomniane. PIESZA WYCIECZKA Z FIRY DO OI: miłośnikom pieszych wędrówek (no i oczywiście pięknych widoków) polecamy szlak łączący dwie najpopularniejsze miejscowości na wyspie Firę i Oię (to dobra alternatywa dla przepełnionych turystami udającymi się na zachód słońca autobusów kursujących do Oi). Wędrówka trwa około 3 godzin i wiedzie przez wyznaczony szlak od Firy przez Firostefani i Imerovigli do Oi. Powinno się na nią udać wcześnie rano lub wieczorem, by uniknąć największego upału. MUZEA: Widoki z białych miasteczek Santorini są tak ładne, że wielu turystów woli spędzić czas na podziwianiu ich podczas wędrówek wąskimi uliczkami czy robieniu zdjęć a nie na zwiedzanie muzeów. Mimo wszystko jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się czegoś więcej o wyspie polecamy Muzeum Archeologiczne, Muzeum Prehistoryczne, Muzeum Folklorystyczne czy Muzeum Wina znajdujące się na terenie jednej z winnic. NOC W FIRZE: Jedno z najbardziej niesamowitych doświadczeń, jakie udało nam się przeżyć na Santorini to nocne wędrówki po Firze z Imerovigli. Wędrówkę najlepiej odbyć ścieżkami i uliczkami, wiszącymi nad kalderą. Ruch jest mały – skupia się w pubach i klubach w centrum Firy, gdzieniegdzie drogę przebiegają koty, morze jest ciche i spokojne a zdjęcia z długim czasem naświetlania wypadają naprawdę niesamowicie GDZIE SPAĆ? Porównaj najtańsze noclegi na Santorini | Zarezerwuj hotel na Santorini \
Santorini - Wyspa uznawana jest za jedno z najpiękniejszych miejsc w Grecji. Niezmiennie zachwycają białe domki wykute w skale, na tle niebieskiej wody, oraz błękitne kopuły kościołów położonych na wierzchołku wygasłego luksusowej bazy hotelowej i ekskluzywnych wakacji? Warto zajrzeć tutaj
Wyspa Santorini to przepiękne miejsce, które jest ozdobą większości greckich pocztówek. Niebieskie dachy, śnieżnobiałe domy i widok na błękitne wody Morza Egejskiego zapierają dech w piersiach. Skuszeni filmem „Mamma Mia 2”, postanowiliśmy odwiedzić greckie Cyklady (choć tylko pierwszą część „Mamma Mia” kręcono na Skopelos, drugą już na chorwackiej wyspie Vis). Możemy z czystym sumieniem stwierdzić, że dwa tygodnie urlopu w Grecji będą idealne zarówno dla miłośników plażowania na jednej wyspie, jak i pragnących zwiedzić kilka z nich. Więcej o tym jak zaplanować wyjazd po greckich wyspach przeczytacie tutaj. Santorini to najczęściej odwiedzana część Cyklad, a więc i najbardziej zatłoczona. Przygotowaliśmy zatem kilka wskazówek i informacji praktycznych, abyście mogli w spokoju zwiedzić Santorini i uniknąć tłumów turystów. Zwiedzanie Santorini – jak dostać się na wyspę Wyspa Santorini leży na Morzu Egejskim, pomiędzy Atenami a Kretą. Dostaniecie się tutaj samolotem lub statkiem z Aten czy innych pobliskich wysp, o czym dokładnie przeczytacie w naszym wcześniejszym wpisie. Odradzamy jednodniowe wycieczki z Aten bądź Krety, gdyż umożliwi Wam to jedynie czterogodzinne odwiedzenie wyspy, co według nas zupełnie nie jest opłacalne. Dodatkowo, koszt takiej wycieczki jest bardzo wysoki – organizowana wycieczka z Krety to wydatek rzędu 160 euro! Znacznie lepszym wyborem jest przyjazd i odpoczynek na wyspie Ios, z której na Santorini dopłyniecie w niecałą godzinę. Według nas to najlepsza opcja, gdyż Ios to przepiękna wyspa, na której uciekniecie od tłumów turystów. A tak w ogóle to przeczytajcie dlaczego warto spędzić na wyspie Ios więcej czasu! Sprawdźcie też stronę w poszukiwaniu rozkładu promów. Kiedy jechać na Santorini Zdecydowanie odradzamy wycieczkę na Santorini w lipcu i sierpniu. To miesiące, w których na chodnikach i ścieżkach tworzą się gigantyczne kolejki, a zwiedzanie nie ma wtedy większego sensu. W tym okresie turyści oblegają nie tylko pocztówkowe Oia, ale i pozostałe miasteczka. Zdecydowanie lepiej odwiedzić Santorini na przełomie wiosny i lata – w maju, czerwcu lub pod koniec wakacji. Wrzesień i październik to również świetne miesiące na wyjazd, gdyż turystów ubywa, temperatury są nadal wysokie, a ryzyko odwołania rejsów z powodu silnych wiatrów niewielkie. Jeżeli planujecie lecieć na Santorini, to kwiecień i listopad też będą fantastycznym wyborem. Transport na wyspie Santorini Jeśli planujecie podróż na wyspę statkiem, znajdziecie się w nowym porcie Santorini – Athinios. Leży on u podnóża Firy, czyli stolicy wyspy, która jest głównym miasteczkiem przesiadkowym. Z portu do miast takich jak Fira, Imerovigli czy Oia dostaniecie się taksówką (za podróż z Kamari Beach do portu zapłaciliśmy 25€), hotelowym transferem czy lokalnym autobusem KTEL. W sezonie kursuje on bezpośrednio do większości miast, natomiast we wrześniu kursował tylko do Oia i Firy. W Firze bez problemu z tego samego dworca dostaniecie się do Oia, Imerovigli czy Kamari Beach. Cena biletu to kupicie je w autobusie już podczas przejazdu. Z racji tego, że nasz hotel znajdował się w Kamari Beach, aby odwiedzić słynne miasteczko Oia, na początku musieliśmy udać się do Firy, a stamtąd już pieszo lub autobusem do Oia. Trasa Fira-Imerovigli-Oia liczy 9 km, pokonacie ją pieszo w około 3 godziny. Taki był również nasz plan, ale miasteczka po drodze (a zwłaszcza Imerovigli) tak nas urzekły, że po 10 godzinach… dalej byliśmy w Imerovigli. Jak się później okazało, była to doskonała decyzja, gdyż trasa Imerovigli-Oia jest dość monotonna i męcząca. Zdecydowanie lepiej wybrać autobus z Firy, który szybko zabierze Was do miasteczka. I jeszcze mała wskazówka – jeśli dotrzecie już do Imerovigli i postanowicie wybrać się do Oia, to musicie wziąć dość drogą taksówkę lub zawrócić do stolicy wyspy. Chyba lepiej podelektować się zachodem słońca w Imerovigli z dala od turystów, a do Oia udać się następnego dnia, prawda? 😉 Gdzie nocować na Santorini Jeżeli planujecie luksusowe wakacje w pięciogwiazdkowym hotelu z widokiem na Kalderę – wybierzcie hotel w Oia. Ceny za noc w tym na wskroś turystycznym i ekskluzywnym miasteczku zaczynają się w sezonie od tysiąca złotych. Najpopularniejsze miejsca, gdzie można wynająć pokój lub apartament to z kolei Imerovigli, Fira i Kamari Beach. Po zwiedzeniu kilku greckich wysp, stwierdzamy zgodnie, że najwygodniejsza opcja to po prostu nocleg w pobliżu plaży, na którą w każdym momencie możecie wybrać się pieszo. Dojazd do głównych miast, które warto zwiedzić, i tak nigdy nie przekracza 20 minut. To idealne rozwiązanie i kompromis dla plażowiczów i odkrywców. Nocowaliśmy w obiekcie Villa Anneta, który znajdował się w Kamari Beach, kilka kroków od słynnej czarnej plaży na Santorini. Pokój z widokiem na morze, śniadania w cenie, basen i świetne umiejscowienie. Za trzy noce we wrześniu zapłacicie ok. 500 złotych za dwie osoby. Jak na Santorini, nie jest to wygórowana kwota. Nam w zupełności wystarczył, a śniadania były tam dużym plusem. Gdzie zjeść na Santorini Na Santorini znajdziecie wiele drogich i luksusowych knajpek. Wiecie, takich dla prawdziwych smakoszy wyszukanych dań. Ale jest też mnóstwo przeciętnych miejsc, gdzie za średniej jakości musakę przyjdzie Wam zapłacić dwa razy tyle co na innych greckich wyspach. Zrobiliśmy więc solidny research i oto lista naszych ulubionych miejsc (a także jedna knajpka, której zdecydowanie nie polecamy!) ⬇️ Il Forno Pizza and Pasta, Kamari Beach Najlepszy makaron jaki jedliśmy w życiu. Naprawdę! Pobił nawet wiele makaronów, które jedliśmy we Włoszech. Boska carbonara i jeszcze pyszniejsza alla norma z bakłażanem były strzałami w dziesiątkę. Kolejka była spora, a sam właściciel poczęstował nas kieliszkiem wina w oczekiwaniu na stolik. Il Forno to świetna, mała restauracja, dla której wrócilibyśmy na Santorini choćby jutro. Ceny za sporą porcję makaronu lub pizzy to około 7 euro. Właściciel wygląda jak Cristiano Ronaldo! Nick The Grill, Fira Gyrosy, souvlaki czy falafele? Tradycyjne mięsko w picie było tam najsmaczniejsze spośród tych wszystkich, które zjedliśmy w Grecji. Sporo ludzi w kolejce, ale naprawdę warto! Tak pysznego gyrosa za euro na Santorini się nie spodziewaliśmy. Świeże warzywa i świetne mięso – koniecznie wybierzcie się tam zjeść. Nick The Grill znajduje się w centrum Firy, kawałek za dworcem. Zaraz obok znajduje się często polecane miejsce również serwujące gyrosy czy souvlaki – Lucky’s Souvlakis. Jedzenie również dobre, ale lokal powyżej wypada znacznie lepiej. Warto zajrzeć dla odmiany i porównać smaki. Może akurat przypadnie Wam do gustu? Taverna Anestis, Imerovigli Tutaj zdecydowanie nie polecamy jeść. Byliśmy w tej tavernie dwa razy. Pierwszy raz na frappe, które było okej. Jeśli chcecie uchronić się przed słońcem i chwilę odpocząć przy zimnej kawie – jak najbardziej. Ale jeśli planujecie zjeść tutaj posiłek, omijajcie szerokim łukiem. Jedzenie było bez smaku, odgrzewane i nie przypominało greckich dań. Dlaczego? Odpowiedź nadeszła bardzo szybko – szefem kuchni w Tavernie Anestis okazał się Polak, ale niemający zbyt dużej wiedzy o kuchni greckiej, przyprawach i smakach. Jak jeść w Grecji, to u Greka, sorry. Zwiedzanie Santorini Na zwiedzanie Santorini warto poświęcić trzy dni. Jeden pełny dzień na trasę Fira-Firostefani-Imerovigli oraz odwiedzenie jednej z plaż – czarnej Kamari Beach lub czerwonej Akrotiri Beach. Zwiedzanie najlepiej rozpocząć od plaży, aby zachód słońca spędzić w mieście z widokiem na Kalderę. Cały dzień warto spędzić w malowniczym Oia, a kolejny – wedle uznania – na plażowaniu, ponownym odwiedzeniu któregoś miasteczka lub na wspinaczce z Kamari do antycznej części Santorini – starożytnej Thiry. Choć tak naprawdę, na Santorini można spędzić nawet dwa tygodnie i nie zaznać nudy. Liczne plaże (warta uwagi jest również Perissa Beach), zwiedzanie wulkanu Nea Kameni, rejs po Kalderze czy podziwianie bajkowych zachodów słońca to kilka powodów dla których warto zostać tutaj dłużej. Poniżej nasze must-see, które zobaczycie w dwa-trzy dni. Jeśli planujecie zwiedzanie Santorini w jeden dzień warto skupić się na Imerovigli i Oia. Oia – perła Santorini Zwiedzania Santorini nie można zaliczyć do udanych bez wizyty w Oia. Miasto położone jest na wulkanicznych klifach, które powstały w wyniku wielkiej erupcji. Choć Oia nie ma bezpośrednio dostępu do morza, to może zaoferować w zamian widok na Kalderę. Kaldera to ogromne wgłębienie, które powstaje w wyniku wybuchu wulkanu – jest to zapadnięty stożek wulkaniczny, który może być zalany wodą. Kaldera na wyspie Santorini to jedna z największych kalder na świecie. Jej średnica to 10 km, a głęboka jest aż na 350 metrów. Zalana wodą Morza Egejskiego w połączeniu z białymi domkami na zboczu tworzy niesamowity kontrast, zapewniając widoki zapierające dech w piersi. To wyjątkowe połączenie bieli i błękitu, malownicze zachody słońca i niezapomniane widoki na morze przyciągają tutaj tłumy turystów. W pełni zrozumiałe, gorąco polecamy. W miasteczku Oia (czyta się „Ija”), warto zgubić się w białych uliczkach odkrywając na własną rękę to urocze miejsce. Nam udało się odkryć kilka pięknych punktów, skąd rozpościera się wspaniały widok na morze i osadę. Warto zejść również do starego portu Ammoudi Bay, gdzie znajduje się kultowa tawerna serwująca świeże owoce morza – Ammoudi Tavern. Będąc w porcie jesteśmy otoczeni wulkanicznymi klifami i krystaliczną wodą. Do portu prowadzi natomiast 280 schodów, więc powrót na górę w upalne dni jest nie lada wyzwaniem! Ci bardziej wygodni do portu i z powrotem udają się… na osłach (mułach!). W naszym vlogu zobaczyć możecie natomiast, dlaczego my drugi raz do portu byśmy się nie wybrali 😉 Jeśli chcecie uciec przed tłumami turystów, udajcie się w stronę wiatraka. Czekają na Was kręte, typowe dla Santorini uliczki, ale już nie tak tłumnie oblegane przez zwiedzających. Większość czasu byliśmy tam sami, a jedyni ludzie, których spotkaliśmy w tej okolicy, byli miejscowymi. Zachód słońca na Oia to obowiązkowy punkt wycieczki. Zdaniem wielu najlepiej podziwiać go z wysokości ruin zamku, który znajduje się tuż przy zejściu do portu Ammoudi. Warto udać się tam już godzinę lub dwie przed zachodem, aby zająć odpowiednie miejsce z widokiem na kalderę. Jednak według nas na wyspie są jeszcze lepsze, mniej zatłoczone miejsca do podziwiania zachodzącego słońca. Jak już wiecie, zachody słońca to w naszym wypadku obowiązkowy punkt wycieczki, ale podziwiając go w Oia, postanowiliśmy uciec kilka minut przed końcem słonecznej wędrówki i pobiegliśmy na autobus do Firy, zanim zrobiły to tysiące innych turystów. To była jedna z lepszych decyzji, w przeciwnym razie czekałoby nas minimum godzinne oczekiwanie w kolejce na wejście do autobusu. Fira – Firostefani – Imerovigli Świetny pomysł na spędzenie jednego z dni na Santorini to trasa prowadząca ze stolicy wyspy – Firy – przez mniejsze Firostefani, aż do kolejnej perełki na mapie, czyli Imerovigli. Trasa ta ma zaledwie km, ale jest tak malownicza, że pokonanie jej zajmie Wam zdecydowanie więcej niż teoretyczne 35 minut. Fira to miasteczko typowo turystyczne. Z dworca autobusowego prowadzą drogowskazy, za którymi warto podążać. Sklepy, sklepiki i małe tawerny – nie brakuje ich w trakcie zwiedzania. Miasteczko zawieszone jest na klifie, na wysokości 300m i jest drugim (zaraz po Oia) najchętniej odwiedzanym miejscem na Santorini. W Firze znajduje się port, do którego dostać się można kolejką „Cable Car” lub schodami. Ale uwaga! Nawet we wrześniu kolejka do kolejki była tak ogromna, że długo zastanawialiśmy się o co chodzi. Prawdopodobnie to turyści podróżujący statkami wycieczkowymi, którzy (jeśli tylko zdążą) odpływają z portu w dole miasta. Podążając głównymi alejkami, na zboczach klifów dotrzemy do kolejnej miejscowości – Firostefani. Spacerując, trudno wręcz zauważyć, że znajdujemy się już w kolejnym mieście. Piękne widoki na Morze Egejskie, biała zabudowa i kręte dróżki – czego chcieć więcej w czasie wrześniowej podróży? Ponadto po drodze znajduje się wiele restauracji, kawiarni i sklepów z pamiątkami, więc można chwilę odetchnąć. Na sam koniec miasto, które urzekło nas najbardziej – Imerovigli. Cudowne widoki, najpiękniejszy zachód słońca i niewielu – jak na Santorini – turystów. Warto usiąść i zjeść coś właśnie tutaj, gdzie ceny nie są tak wygórowane jak w Oia. W Imerovigli znajduje się też piękna cerkiew z niebieskim dachem – Anastasi Church. Kierując się alejkami w górę, natkniecie się na niejedno miejsce z pięknym widokiem na kościół i morze. Jeśli lubicie spacery i piesze wędrówki, wybierzcie się na Skaros Rock. Prawdopodobnie było ono kiedyś stolicą wyspy, ale w wyniku wybuchu wulkanu większość domów uległa tam zniszczeniu. Położone jest na krawędzi klifu, stąd więc zachód słońca musi wyglądać tam bajecznie. Jeśli macie więcej czasu możecie udać się z kolei w dół, do pięknie położonego kościoła Chapel of Panagia Theoskepasti. Nam zabrakło nieco czasu, więc postanowiliśmy odpocząć i podziwiać zachód słońca z tarasu Agios Georgios z widokiem na morze i wspomnianą Skaros Rock. Kamari Beach Kamari Beach to świetne miejsce jako baza noclegowa. Ceny pokoi są znacznie niższe niż w Imerovigli, a według nas jest to naprawdę świetne miejsce aby spędzić tu kilka dni. Plaża Kamari to czarna, wulkaniczna plaża. Jeśli planujecie kąpiel w morzu, warto wziąć ze sobą też odpowiednie buty, gdyż podłoże jest mocno kamieniste. Wzdłuż plaży znajduje się wiele tawern, knajp i sklepów z lokalnym rękodziełem. A jeśli znudzi Was plażowanie, wybierzcie się na intensywny spacer w górę, do starożytnej Thiry, podziwiać panoramę wyspy. Znajdują się tam archeologiczne wykopaliska pochodzące z IX w. Odwiedź Santorini, jest super! Mamy nadzieję, że Wasza wizyta na wyspie Santorini będzie równie piękna i udana jak nasza, a morze turystów nie zaburzy Waszego odbioru tej wyjątkowej wyspy. Jeśli będziecie mieli jakiekolwiek pytania czy sugestie dotyczące zwiedzania Santorini, to dajcie znać w komentarzu. No i szykujcie się – biało-niebieska grecka perła czeka na Wasze odwiedziny! 😊 🌅 Byliście już na Santorini? A może zwiedzaliście z naszym przewodnikiem? 🌅 Podzielcie się wrażeniami w komentarzach na FB albo dajcie znać na IG Stories!
Poza słynną Oią, na Santorini trzeba też koniecznie zobaczyć stolicę wyspy – Firę. Malownicze domki przyklejone do szczytu krateru, wąskie uliczki, zejście do starego portu… I do tego jedne z najpiękniejszych widoków z restauracyjnych ogródków :) Dzień 3, część 2/2 Jak już wspominałam w poprzednim wpisie, po powrocie z ruin starożytnej Thiry i odwiedzinach w Kamari, udaliśmy się na obiad do Firy – stolicy wyspy. Zaparkowaliśmy przy głównej ulicy i ruszyliśmy w poszukiwaniu jakiejś czynnej restauracji. Tak jak i w innych miastach wiele lokali było zamkniętych, ale w końcu coś znaleźliśmy. Co prawda przy głównej trasie można było przekąsić lody czy jakieś inne słodkości, ale nie interesowały nas takie przegryzki. Spacerując wąskimi uliczkami coraz bliżej zbocza przypadkiem trafiliśmy do restauracji, z której roztaczał się niesamowity widok na wyspę Nea Kameni, kalderę i uwieszone na jej skraju domki Firy. W oddali majaczyła Oia. Szybki rzut oka na menu i ceny, oraz zachwycający widok zadecydowały, że dłużej nie szukamy. Słońce przygrzewało, na niebie prawie nie było chmur, więc wygodnie rozsiedliśmy się na zewnętrznym tarasie tuż przy barierce. Udało się nam zająć najlepsze miejsce, więc w trakcie posiłku ciągle mogliśmy oglądać niesamowitą panoramę. Gdy oczekiwaliśmy na zamówienie, wykorzystałam duży zoom w aparacie dokładnie przyglądając się wyspie Nea Kameni. Jest to środkowa, bezludna wysepka zupełnie pozbawiona roślinności. W ramach wycieczki z Santorini można na nią popłynąć, pochodzić wśród wulkanicznych krajobrazów lub wykąpać się w gorących źródłach. Niestety nie dane nam było skorzystanie z tych atrakcji, tak więc pozostało przyglądanie się pustej wyspie i małej motorówce, która płynęła stamtąd w stronę starego portu Firy. Na obiad mieliśmy ochotę zjeść coś typowo greckiego. Najlepiej coś, czego jeszcze wcześniej nie próbowaliśmy. Jednak jako że byliśmy poza sezonem, karta była mocno ograniczona. O co nie zapytałam, tego nie było… W końcu zamówiliśmy jagnięcinę w ziołach i mięso wołowe z wyglądającym jak ryż makaronem i sosem pomidorowym. Za dużego wyboru w restauracji nie było, ale to co nam podano było naprawdę smaczne. No i posiłek kosztował nas ponad 5 euro mniej niż było to podane w menu – nie wiem czemu, ale dostaliśmy zniżkę. W trakcie majowej wyprawy do Grecji kontynentalnej, za każdym razem w cenie posiłku dostawaliśmy dzbanek wody. Na Santorini chyba się tego nie praktykuje. Gdy skończyliśmy, pozachwycaliśmy się jeszcze chwilę widokami. Warto było wykorzystać każdy moment, bo naprawdę wkoło było piękne. W takich okolicznościach jeszcze nie zdarzyło się nam posilać :) W międzyczasie sporo osób wpadało do lokalu a to na drinka, a to na kawę – wszystko to było pretekstem do obfotografowania miasteczka z tej perspektywy. Jako że byliśmy na samym brzegu, nie musieliśmy nawet fatygować się do wstawania. Gdy tylko odeszliśmy od stolika, natychmiast na nasze miejsca rzuciło się parę innych osób. Najedzeni ruszyliśmy w poszukiwaniu zejścia do starego portu. Kręcąc się wśród uliczek, znów trafiliśmy na świetne miejsce, z którego doskonale widać było całą Firę. Co prawda wstępu na platformę, na której w sezonie prawdopodobnie rozstawione są stoliki restauracji, broniły sznurki, ale ktoś przed nami musiał jeden z nich punktu widokowego nie mogliśmy odpuścić. Fira prezentuje się pięknie, jednak muszę przyznać, że planując wizytę na Santorini, koniecznie trzeba zacząć zwiedzanie właśnie od niej. Wygląda niesamowicie, ale jeśli najpierw widziało się Oię, to trudniej docenić uroki Firy. Zbliżaliśmy się już powoli do drogi prowadzącej na sam dół. Można to było poznać po znacznych ilościach oślich odchodów i charakterystycznym, koniowatym zapachu. Faktycznie nie byliśmy daleko – zaraz naszym oczom ukazała się karawana składająca się z kilkunastu mułów. Na grzbiecie można pokonać całą trasę. Ze względu na niedostępność niektórych miejsc dla aut, skuterów, czy rowerów, zwierzęta te od wieków wykorzystywane są do transportu najróżniejszych materiałów. Ktoś wpadł na pomysł, że skoro muły przenoszą towary, to mogą posłużyć również za transport ludzi. Ja jednak nie wyobrażałam sobie przejścia całej tej trasy w dół na grzbiecie jakiegokolwiek koniowatego. Ciągle bałabym się, że spadnę. Zdarzyło mi się kilka razy siedzieć na koniu, więc wiem, że dla kogoś niewprawionego trasa prowadząca ciągle w dół może okazać się mało ciekawa. Zdecydowaliśmy się pokonać drogę na piechotę. To był jednak błąd, bo odezwały się moje dawne problemy z kolanami. Na dół zeszłam, ale konieczne było robienie po drodze kilku przerw. Jeżeli też macie problemy z kolanami, warto zastanowić się nad skorzystaniem z kolejki, która zbudowana została niedaleko zejścia. Po drodze widzieliśmy kilka znaków poświadczających, że na Santorini zawitała już wiosna. Pokręciliśmy się nieco na dole, ale w porcie wszystko było pozamykane. Moją uwagę zwróciły w szczególności wykute w skale pomieszczenia wyposażone w drewniane drzwi. Już wcześniej zauważyłam to przy czerwonej plaży oraz przy plaży w Akrotiri, ale tam drzwi rozpadały się i wyglądało na to, że nie są używane. Z porcie w Firze z kolei miały się dobrze. Ciekawy sposób na zagospodarowanie miejsca. Okazało się, że poza nami nie ma w porcie żywej duszy, więc postanowiliśmy wracać. Jako że niemożliwe było dla mnie pokonanie tej samej trasy na piechotę, udaliśmy się w kierunku kolejki. Wyglądała na nieczynną, ale po chwili pojawił się jakiś pracownik, który poinformował nas, że wjazd na górę kosztuje 5 euro od osoby. Tylko musieliśmy trochę poczekać, ponieważ wagoniki w tamtych dniach kursowały w godz. 9-12:00 i 15:00-16:00 w 30 minutowych odstępach. Mając jeszcze chwilę do odjazdu, wróciliśmy do portu. W porcie znajduje się kilka znaków kierujących do „stacji osiołków” (donkey station), ale osłów tam jest jak na lekarstwo. Wśród kilkunastu zwierząt widziałam może ze trzy. Resztę stanowią bardziej wytrzymałe muły. A wspominałam już może, że kolejnym z symboli Santorini jest właśnie osioł? Szybko rzuciliśmy okiem na kondycję zwierząt – czy nie są chore, wychudzone, poranione. Nie zdążyliśmy się odkręcić, a już był przy nas poganiacz stada. Za przejazd zażyczył sobie 5 euro od osoby, czyli tyle samo, ile wynosi przejazd kolejką. Na górze zajrzeliśmy jeszcze do kilku sklepików z pamiątkami i wróciliśmy do samochodu. Przy okazji widzieliśmy jeszcze „karawanę” mułów wracających do domu. Niestety z tego wszystkiego zupełnie zapomniałam o muzeum archeologicznym znajdującym się gdzieś w tym mieście. Przypomnieliśmy sobie o nim dopiero wieczorem, gdy byliśmy już w hotelu. Bardzo żałuję, że tam nie trafiliśmy… W muzeum znajdują się ponoć imponujące freski odkryte w Akrotiri. Tym razem jednak ich nie zobaczyliśmy. Pojechaliśmy za to raz jeszcze na Czerwoną Plażę, żeby zobaczyć jak wygląda gdy oświetla ją powoli zachodzące słońce. Po drodze zauważyliśmy dwa wiatraki i kilka drzewek cytrynowych. Zatrzymaliśmy się na zrobienie kilku zdjęć i zaraz znów byliśmy w drodze. A na czerwonej plaży widok był niesamowity! Zbliżające się do linii horyzontu słońce wydobyło z klifów jeszcze więcej barwy. Tym razem jednak nie schodziliśmy już na dół. Fajnie było tam sobie trochę posiedzieć, szczególnie że byliśmy zupełnie sami, ale trzeba było się zbierać. Zależało mi na zobaczeniu Oi po zmierzchu. Efekt zdjęć po 18:30 możecie zobaczyć poniżej. Zachód słońca złapaliśmy jeszcze w trasie. Wyspa prezentowała się malowniczo. Niestety nie zdążyliśmy zobaczyć Oi w ostatnich promieniach. Gdy dojechaliśmy do parkingu, na którym zostawiliśmy auto dzień wcześniej, w Oi zapadał już zmierzch. Ostatnie grupki chińskich turystów wtaczały się do podstawionych dwóch autobusów i mieliśmy miasto prawie tylko dla o tej porze widać było, jak bardzo Oia jest opuszczona poza sezonem. Mało w którym domu paliło się światło. Zapadła cisza przerywana jedynie poświstywaniem wiatru. Warunki były idealne. Oia w tej wersji spodobała mi się jeszcze bardziej niż dzień wcześniej. Zrobiło się już zupełnie ciemno, gdy zapakowaliśmy się do samochodu. Na tym skończył się nasz pobyt na Santorini. Rano czekał nas powrót do Aten i kilkugodzinne zwiedzanie greckiej stolicy o którym napiszę nieco w następnym wpisie. Jeżeli kiedykolwiek chcielibyście wybrać się na Santorini, zdecydowanie polecam wyprawę poza sezonem. Co prawda może wiać dokuczliwy wiatr, ale macie zagwarantowane podziwianie tych wszystkich widoków w kameralnej atmosferze. W sezonie zawsze jest tam tłoczno. Tłumy ludzi odwiedzających wyspę doprowadziły do tego, że władze chcą wprowadzić limity turystów, mogących jednocześnie przebywać na wyspie. Zapewne wpłynie to w jakiś sposób na dostępność i ceny wycieczek, ale warto się rozglądać. Rocznik 86. Zarażona podróżniczym bakcylem od ponad 20 lat, raczej bez szans na wyleczenie. Lubiąca ciepełko miłośniczka Azji Południowo-Wschodniej oraz paradoksalnie… Islandii. W wolnej chwili zajmuje się swoimi pozostałymi pasjami jakimi są rośliny owadożerne oraz amatorsko fotografia. Cztery kroki do udanego urlopu: wyszukaj lot... ... wypożycz samochód... ... zminimalizuj swoją odpowiedzialność w razie uszkodzenia auta i ciesz się wyjazdem!
Toskania najładniejsze miejsca. Wyprawa – czerwiec 2015 Toskania najładniejsze miejsca DLACZEGO TU…? Już w zeszłym roku mieliśmy w planie zdobyć włoską Toskanię, niestety nie udało się. W tym roku troszkę bardziej zmobilizowaliśmy się i ta bajkowa kraina stała się naszą zdobyczą. A dlaczego nas tu tak ciągło…? Przecież tu nie ma morza, ani jeziora jedynie przydomowe baseniki, przy których można odpocząć. Oto jest pytanie. Cóż, planując nasze podróże baaardzo dużo czytaliśmy o Toskanii i jeszcze więcej oglądaliśmy zdjęć. To właśnie one robiły na nas ogromne wrażenie. Nieprawdopodobny klimat krajobrazu, który szczególnie o zachodzie lub wschodzie słońca jest w stanie rozłożyć chyba każdego na łopatki. Do tego dobra włoska kuchnia i pyszne toskańskie wino sprawiają, że turyści z całego świata ciągną tutaj tłumami. Około 60% z nich to oczywiście pasjonaci fotografii, ponieważ Toskania to jeśli nie najpiękniejszy plener fotograficzny w Europie to z pewnością jeden z pierwszych trzech. To chyba główne aspekty, które zaważyły na naszej decyzji, by zwiedzić Toskanię. W tej relacji chcielibyśmy skoncentrować się na charakterystycznych dla tego regionu Włoch krajobrazach. Jest kilka miejsc, do których powinno się dojechać, zatrzymać i odrobinę pokontemplować. Piękno Toskanii słynie nie tylko z bajecznych krajobrazów, ale również z charakterystycznej dla tego regionu architektury. Objeżdżając chociażby czarującą Val d’Orcię nie sposób nie zawitać do miasteczek, w których dostrzegamy pełne klimatu kamienne domy, romańskie kościoły z surowymi wnętrzami, wąskie i strome uliczki, nad którymi zawieszone są suszące się prania, a to wszystko przyozdobione pięknie kwitnącymi i pachnącymi kwiatami. Oj dużo można by mówić. Jeśli ktoś preferuje wypoczynek na plaży Toskania oferuje również piękną plażę w Vadzie, której biały piasek oblewany jest turkusową wodą Morza Liguryjskiego. Dobra, dobra, my jednak koncentrujemy się na urokliwym krajobrazie, którego klimat z pewnością poczuje każdy, kto wsiądzie w samochód i pojeździ wąskimi drogami między kolorowymi wzniesieniami i to najlepiej przed zachodem słońca lub zaraz po jego wschodzie. Wtedy dusza każdego turysty doznaje ukojenia. Muskające szczyty pagórków słońce, umiejętnie maluje światłem pofałdowany teren tak, że patrząc na niego z jakiegoś wzgórza ma się wrażenie, jakby było się w jakimś innym świecie, może nawet na innej planecie. Takie wrażenie zrodziło się we mnie kiedy to, któregoś bardzo wczesnego poranka udałem się z aparatem na czysto fotograficzną objazdówkę. Widoki niesamowite, na dodatek te mgły, coś nieprawdopodobnego. Toskania najładniejsze miejsca. ODROBINA KONKRETÓW Toskania leży w środkowej Italii granicząc od strony południowej z Lacjum, a od północy z Ligurią i Emilią Romanią. Od wschodu sąsiaduje z Umbrią i Marche, a na zachodzie zamyka się Morzem Tyrreńskim i Liguryjskim. Główne i najpopularniejsze miasta, a zarazem najbardziej zatłoczone to: Florencja (Firenze), Piza (Pisa), Lukka (Lucca), Arezo, Livorno i Siena. Region charakteryzuje się górzystym i pofałdowanym terenem, którego powierzchnia zamyka się w 23m². Planując wyprawę chcieliśmy wyszukać, dowiedzieć się ile jest zabytków w Toskanii. Na to pytanie nie ma odpowiedzi. Samych kościołów naliczono ponad Nie wspomnę o dziełach sztuki, których ilość często przekracza ilości dzieł w niejednym państwie na świecie. Ludność toskańska jest bardzo miła, uczynna i niemal zawsze uśmiechnięta. To nie to co w Polsce haha. Pod kątem turystycznym Toskania jest świetnie zorganizowana. Nie ma żadnych problemów z kwaterami, które można znaleźć przede wszystkim w gospodarstwach agroturystycznych (agriturismach), domach wakacyjnych lub po prostu w hotelach. Dobrze jest jednak wcześniej coś zarezerwować, wybór jest ogromny. Nie można tu pominąć campingów, na których parkuje z roku na rok coraz więcej camperów. W miastach znajdują się płatne parkingi, z których jest zawsze blisko do centralnych punktów zlokalizowanych przede wszystkim na starówkach. Trzeba uważać, żeby nie przegłodzić się w godzinach od do W tym czasie obowiązuje sjesta i wszystkie restauracje są zamknięte. Są oczywiście wyjątki w mniejszych miastach lub przydrożnych osteriach, będących własnością okolicznych producentów oliwy lub wina. W ostateczności można we Włoszech zjeść oryginalnego tureckiego kebaba, jesli komuś ścianki żołądka już całkiem się skleiły. No dobrze, czas już wystartować z objazdówką. Toskania najładniejsze miejsca, ZWIEDZANIE Wyjeżdżając do Toskanii postanowiliśmy skoncentrować się przede wszystkim na pięknej Val d’Orci. Z uwagi jednak na fakt, że to nasze wakacje, które zawsze lubimy spędzać nad morzem zdecydowaliśmy się kwaterować w dwóch miejscach. Pierwszy tydzień spędziliśmy w Montalcino, stolicy toskańskiego wina, zaś drugi tydzień w miejscowości Cecina nad morzem, sąsiadującej z małą wypoczynkową miejscowością Vada, której białe plaże z turkusową wodą znane są w całej Italii. Nie ukrywam, pomysł bardzo dobry. Stacjonując w Montalcino mieliśmy bardzo dobrą bazę wypadową do rejonu Val d’Orcia, będącego sercem toskańskiego krajobrazu. Na początek obraliśmy sobie trasę na południe od Montalcino kierując się do ponoć najbardziej urokliwego opactwa w regionie Sant Antimo. Pogoda nie do końca dopisywała, w pewnym momencie nawet lunęło deszczem, ale tylko na 5 minut. Opactwo znajduje się tuż obok miejscowości Castelnuovo dell’ Abate. Dotrzeć do niego można jadąc z Montalcino szosą P160 w kierunku Monte Amiata, z której po około 2km trzeba skręcić w lewo na częściowo szutrową drogę prowadzącą do samego opactwa. To właśnie z tej drogi ukazuje nam się okazały kościół, który w IV wieku był małą kapliczką wzniesioną ku czci Św. Antima. Trzy wieki później kapliczka została rozbudowana do okazałego klasztoru, który trwając tyle lat zachował się w całości do dziś. Niestety w czasie kiedy przyjechaliśmy kościół był zamknięty i nie mogliśmy zobaczyć starych, surowych wnętrz obiektu. To można nazwać pechem, ponieważ nabożeństwa odbywają się tutaj 7 razy na dzień, a my wbiliśmy sie pomiędzy nie „całując klamkę”. Dla turystów z dalszych okolic, szukających wyciszenia informujemy, że zamieszkujący pobliskie Castelnuovo dell’ Abate mnisi wynajmują niedrogie pokoje, pod warunkiem uczestnictwa w życiu wspólnoty. Wiąże się to oczywiście z uczestnictwem w mszy świętej. Będąc w St. Antimo koniecznie należy zawitać do małego miasteczka Sant’ Angelo in Colle. Miejscowość zlokalizowana jest oczywiście na wzgórzu, z którego przepięknie widać rozciągający się obraz toskańskich pól i farm. Nie ukrywam, że jednego wczesnego poranka właśnie tu przyjechałem na mglisty foto plener. Mgły oczywiście ładnie się unosiły, ale były również chmury, które szczelnie blokowały promienie słońca. Od czasu do czasu coś zaświeciło, ale niestety słabo. Trasę z Sant’ Angelo in Colle do St. Antimo pokonaliśmy drogą szutrową. Na początku poczuliśmy lekki strach przed zerwaniem podwozia, ale spokojnie, nie było źle. Droga szutrowna jest równa i bez dziur, na dodatek wiodła między winnicami. Urokliwa przejażdżka. Z St. Antimo ruszyliśmy w kierunku San Quirico d’Orcia. Miasteczko oczywiście odwiedziliśmy, jednak zanim do niego dotarliśmy zatrzymywaliśmy się sam już nie wiem ile razy kontemplując bajkowy krajobraz ukazujący się z drogi SR2 w kierunki Pienzy. Dobrze, że wzdłuż szosy znajdują się wyjeżdżone przez zmotoryzowanych fotografów zatoczki, na których można bezpiecznie, ale uważając na dziury zaparkować. Bardzo często nie byliśmy jedynymi, którzy decydowali się na krótki foto-postój. Tak właśnie, wszyscy parkujący to amatorzy fotografi, a co jeden to z większym aparatem. Chcieliśmy dojechać do słynnej małej kapliczki Capella di Vitaleta. Kiedy minęliśmy San Quirico d’Orcia po paru kilometrach kapliczka ukazała się nam na horyzoncie po prawej. Niestety do kapliczki nie ma dojazdu samochodem. Można jednak dojść do niej pokonując pieszo niezły kawałek drogi. No cóż postanowiliśmy zostawić samochód przy bocznej, prywatnej drodze dojazdowej do agriturismo La Buca di Bellugi Lorenza. Stąd ruszyliśmy mijając po prawej słynną samotną willę, chyba najczęściej po toskańskiej sprężynce fotografowanym obiektem przez zawodowych fotografów. Często ta właśnie willa pokazywana jest na kalendarzach i informatorach turystycznych w otoczeniu morza mgieł. Po przejściu około 1km minęliśmy małą farmę, w której gospodarz kiwną ręką wskazując drogę do kapliczki. Od tego miejsca droga zamieniła się w zalesioną ścieżkę, w którą już dalej nie podążaliśmy. Wyszliśmy wyżej na polną drogę, z której już całkiem blisko było widać kapliczkę. Oboje z Elą stwierdziliśmy, że nie ma sensu dochodzić pod sam obiekt. I tak 5 minut konemplacji, kilka fotek i odwrót. Chcieliśmy jeszcze wieczorem pobiegać po naszym Montalcino, więc na pierwszy dzień plenerowej objazdówki to było już wszystko. Wracając przejeżdżaliśmy przez charakterystyczne miejsce, w którym każdy fotograf powinien się zatrzymać. Z obu stron drogi SR2 jadąc w kierunki Sieny przed wiaduktem zlokalizowanym już za San Quirico d’Orcia znajdują się zatoczki, gdzie można zatrzymać auto. Jeśli tu będziecie to koniecznie zatrzymajcie się i podejdźcie drogą polną lekko do góry. Ukażą się wam bajkowe, kolorowe pejzaże. Nie ukrywam, że zatrzymywałem się tu kilka razy, wczesnym rankiem, wieczorem i w ciągu dnia. Naprawdę piękny krajobraz. Zatrzymując się tu zawsze napotkacie na jakiegoś fotografa, z którym można wymienić kilka informacji w temacie ciekawych plenerów. Wszyscy chętnie rozmawiają. Na kolejny dzień objazdówki krajobrazowej wybraliśmy rejon urokliwej Pienzy, Montepulciano i Monticchiello. Pierwszym punktem postoju było oczywiście miejsce za mostem, z którego nie omieszkałem oddać kilka strzałów swoim Nikonem. Ela tym razem już nie wysiadała z samochodu tylko cierpliwie czekała. Postój nie trwał długo, bo do punktu widokowego jest zaledwie parę dziesiąt metrów. To właśnie tu znajduje się charakterystyczna kępa cyprysów. Można by się zastanawiać dlaczego takie małe kępy cyprysów rosną osamotnione na polach. Istnieje odpowiedź na to pytanie. Prawdopodobnie były one specjalnie sadzone przez ludzi, by zwabić do nich ptaki, które wpadały w założone tam pułapki. Ptaki były kiedyś pożywieniem, stąd taki pomysł polowań. Kiedy minęliśmy San Quirico d’Orcię znów wjechaliśmy w teatr krajobrazu. Niemal każda szutrowa zatoczka była nasza. Zatrzymaliśmy się na dłużej przy wjeździe na boczną drogę do winiarni po prawej. Jest tu charakterystyczna brama. Właściciele drogi nie życzą sobie, aby wjeżdżać tu samochodem, ale nie mają nic przeciwko pieszym, którzy mogą spokojnie przejść i pokonując długi odcinek drogi dojść do naszej kapliczki Cappelli di Vitaleta. Widok kapliczki z tego miejsca można zobaczyć na zdjęciach w foto galerii. Ruszyliśmy dalej po to, by za chwilę znów się zatrzymać. W takim tempie dojazd do pobliskiej Pienzy zajmie nam pół dnia mówi Ela. A ja odparłem „już jedziemy, jeszcze chwilka”. Wiedzieliśmy, że z Pienzy, która oczywiście leży na wysokim wzgórzu również roztacza się piękny widok, jednak dla mnie było by wielką szkodą, gdybym nie obfotografował wszystkiego tego, co mijaliśmy po drodze. Poza tym tu naprawdę jest pięknie. Powoli dojechaliśmy do Pienzy, w której oddaliśmy się dłuższej przechadzce tamtejszym deptakiem z pięknym widokiem na Val d’Orcię. Kolory pól, nie były już takie jak wczesną wiosną, ale nie było też najgorzej. Krajobraz małych rolniczych farm usytuowanych na wzniesieniach, otoczonych cyprysami pozostaje w głowie chyba już na całe życie. Nie będziemy teraz opisywać tego, co spodobało nam się w Pienzie. Temu miasteczku poświęcimy odrębną relację. Po opuszczeniu Pienzy udaliśmy się drogą S146 w kierunku Montepulciano. Teatr krajobrazu nieustannie nam towarzyszył. Naszym celem była tzw. „cyprysowa sprężynka”, czyli kolejne kultowo fotografowane miejsce w Val d’Orci. Sprężynka to nic innego, jak kawałek drogi biegnącej pod górę w charakterystyczny zygzak. Nie mylić z innym zygzakiem, który też należy do symboli Toskanii, ale znajduje się w zupełnie innym miejscu. Z Montepulciano skierowaliśmy się do Chianciano Terme zataczając już powrotny łuk do naszego Montalcino. Stamtąd wjechaliśmy już w krajobraz pól, który obserwowaliśmy z Pienzy oraz drogi między Pienzą, a Montepulciano. Tutaj, aby dotknąć piękna trzeba wjeżdżać w boczne szutrowe drogi, wysiąść z auta i trochę pospacerować. Odkrywają się wtedy przed nami nowe, bajkowe widoki. Kierowaliśmy się wąskimi, ale dobrymi asfaltowymi drogami do Monticchiello. To właśnie gdzieś tu ma znajdować się nasza sprężynka. Chcieliśmy dojechać do skrzyżowania z drogą do Monticchiello i Pienzy. Dokładnie przy tym skrzyżowaniu trzeba skręcić obok stojącego przy drodze agriturismo w szutrową drogę wiodącą lekko do góry. Jest! udało się. Stąd jeszcze nie widać cyprysowej sprężynki, ale po około 150m po lewej stronie drogi jest spora zatoczka do parkowania, chyba właśnie dla fotografów. Stąd nasz obiekt widoczny już jest w 70%. W tym momencie trzeba oczywiście zaparkować, wysiąść z auta i zejść polem w dół, tak aby charakterystyczna, cyprysowa droga pokazała nam się w całej okazałości. Nie ukrywam, że trochę trudno tu trafić, ale nie ma tu wielu możliwości pogubienia się, więc prędzej, czy później każdy tu trafi. Po zdobyciu „cyprysowej sprężynki” skierowaliśmy się powtórnie do urokliwej Pienzy na główny posiłek dnia. Mimo, że do miasteczka mieliśmy rzut beretem, to przejazd zajął na co najmniej godzinę, oczywiście z powodu przystanków. W Pienzie spędziliśmy dłuższy czas, by pod wieczór wrócić do naszego Montalcino. W drodze powrotnej obowiązkowy przystanek w widokowym punkcie przy wiadukcie za San Quirico d’Orcia. Znów krótka foto sesja i chwila kontemplacji. To ostatni punkt naszej drugo dniowej objazdówki. Kolejne dni nie przeznaczaliśmy już na takie lekkie objazdówki. Były to wyjazdy do konkretnych miejsc. W Toskani znajduje się kilka źródeł termalnych, byłoby grzechem nie odwiedzić choć jednego z nich. Wybraliśmy nieodpłatne Bagni San Filippo i nie żałowaliśmy. Wprawdzie źródła nie są duże, ale są naturalne. Zresztą miejsce nie jest oblegane przez tłumy, więc warto się tu wybrać. Bagni San Filippo to mała wioska Val d’Orci zlokalizowana na południu Toskanii. Można tu dojechać kierując się z San Quirico d’Orcia drogą regionalną SR2 na południe do jeziora Bolseńskiego. Na około 18kilometrze skręcamy w prawo i docieramy do wioski. Parkujemy auto i schodzimy wąską oznakowaną ścieżką do potoku, którego woda oblewa wapienne skały. Na skałach znajdują się rewelacyjne pięterka z małymi nieckami wypełnionymi ciepłą, wapienną wodą, w których można taplać się niczym w dużej wannie. Po kilku godzinach relaksu w wodzie człowiek staje się oczywiście głodny, więc co…? Trzeba znaleźć jakąś małą osterię. Ku naszemu zdziwieniu dwie małe knajpeczki były otwarte. Wybraliśmy małą rodzinną pizzerię-osterię oddaloną 20m od głównej drogi we wsi. Myśleliśmy o pizzy, ale ta była serwowana dopiero wieczorem, więc zdecydowaliśmy się na pesto i gnocchi. Powiem, że przy pesto odlecieliśmy, bardzo smaczne. Gnocchi z delikatnym mięskiem i sosem również rewelacja. Po prawej zdjęcie pizzeri, w której gotuje matka, a synowie podają i prowadzą lokal. W Toskanii mamy do wyboru wiele termalnych źródeł, jednak wszędzie są one w jakiś sposób zagospodarowane i już odpłatne. Bagni San Filipo to naturalny potok z ciepłą wodą, więc właśnie dlatego polecamy te termy. Cóż, na chwilę zjechaliśmy z naszych krajobrazowych tras. Czas wrócić, bo jeszcze jest kilka punktów, które można obejrzeć. Spacerując samochodem po Val d’Orci koniecznie trzeba zajechać na charakterystyczny cyprysowy zygzak, którego droga dzieli różnobarwne pola uprawne. Jak tam dojechać…? Każdy na mapie znajdzie miejscowość La Foce. Tutaj trzeba się kierować. Przy drodze SP40, którą tu docieramy znajduje się parking, skąd widać już tą charakterystyczną drogę, będącą dojazdem tylko do jednego prywatnego gospodarstwa. Najlepszy chyba widok tego miejsca można uzyskać skręcając przy bramie Villa La Foce i po przejechaniu paru set metrów „cyprysowy zygzak” pokazuje się nam jak na dłoni. Gdzie dalej…? W miejscowości La Foce można skręcić na małą, szutrową drogę w kierunku Montalcino. To był już nasz kierunek, ponieważ po prawie całym dniu moczenia w termach trzeba było w końcu powoli wracać na kwaterę. Rzecz jasna wjechaliśmy w tą drogę i nie żałowaliśmy. Teatr krajobrazu znów nam towarzyszył. Stąd również cyprysowy zygzak był widoczny. My jednak podążaliśmy już dalej. Pomimo, że powoli nadchodził już wieczór nie omieszkaliśmy się jeszcze kilka razy zatrzymać w polach. Sama przyjemność, tym bardziej, że wiedzieliśmy, że w domu czeka na nas butelka dobrego wina. Jeszcze kilka fotek i za niedługo znajdziemy się na kwaterze. Dla wszystkich wybierających się do Toskani, a w szczególności Val d’Orci gorąco polecamy przejażdżkę drogą S438 z Sieny do Asciano. To boczna droga, na którą można wjechać podążając z Sieny w kierunku Rzymu. Zaraz za wyjazdem z Sieny uważnie trzeba obserwować drogowskazy na Asciano i tam zjechać. Kilka zakrętów i po chwili wyjeżdżamy na otwarty teren bogaty w różnokolorowe wzgórza z gospodarstwami rolniczymi. Wracaliśmy wtedy z Sieny, nadchodził powoli wieczór i to było coś. Opadające powoli słońce powodowało, że światło delikatnie muskało czubki wzgórz pofałdowanego terenu. Światło i cienie na różnokolorowych polach budowały niewyobrażalny teatr. Coś fantastycznego. W pewnym momencie zatrzymaliśmy się w jednej zatoczce, z której można było wąską ścieżką podejść na jedno z takich wzgórz. Co za widok. W tym momencie oprócz słońca i cieni wspaniały obraz pokazało nam niebo; ech nie do opisania. Zresztą zobaczcie fotkę po lewej. Nie wiem, czy ona odda to, co widzieliśmy na żywo. Stojąc na tym wzgórzu kręciliśmy się z Elą wkoło własnej osi wykonując nie jeden obrót o 360°. Wierzcie było co oglądać. Staliśmy tu dobre 20 minut. Zresztą po chwili podeszli za nami Chińczycy, chłopak z dziewczyną i oczywiście ogromnym aparatem, fotograficznym, żeby nie było wątpliwości. Ech, słońce coraz niżej, trzeba było powolutku schodzić do auta i jechać do domu. Tak też zrobiliśmy. Haha, ale nie trzeba było długo czekać na kolejny postój, zaraz po nim kolejny i tak co pare set metrów. W ten sposób zajechaliśmy na kwaterę przed Nie źle, prawda, ale naprawdę warto było zatrzymywać się w tych wszystkich miejscach. Trochę więcej fotek oczywiście w foto galerii. Krajobraz Toskanii to jeden wielki teatr. Najbardziej klimatyczne pejzaże budują się tu wiosną, kiedy na polach jest mnóstwo soczystej zieleni, a w powietrzu unosi się charakterystyczna wiosenna mgła. To wszystko podświetlone słonecznym światłem stwarza wrażenie jak gdybyśmy byli w jakiejś baśni. W czerwcu zieleń już zanika, ale nie całkowicie. Powstają za to inne kolory pól, które również urozmaicają krajobraz. Czerwcowa wyprawa do Toskanii posiada inne dodatkowe plusy, długie dni, nie zbyt dużo turystów, bo większość przyjeżdża w lipcu i sierpniu, no i oczywiście nie ma jeszcze upałów. W przypadku wiosennych wypadów do Toskanii musimy liczyć się z ryzykiem większej ilości opadów, jednak jak ktoś trafi na ładną pogodę, to z pewnością może powiedzieć, że widział Toskanię w całej swojej krasie. Na koniec tradycyjnie zapraszamy na foto przejażdżkę po toskańskiej Val d’Orci. Kliknij TUTAJ Podziel się z innymi
santorini miejsca do zdjec